Search This Blog

24 June, 2011

Fresher the package

Kinoplex Kielce (w gruncie rzeczy obecnie już Helios Kielce) przeszedł ostatnio remont. O ile estetyka i wystrój kina zmieniły się znacząco na plus, o tyle jakość analogowych seansów i pewna metodologia doboru repertuaru pozostały niestety te same.

Gdy 13. maja otwarto ponownie kino, żywiłem ogromną nadzieję, że wśród aktualnego programu obecny będzie "Kod nieśmiertelności". Tak się jednak nie stało. W zamian kinomani otrzymali takie "hity" jak: "Gnomeo i Julia 3D", "Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach 3D", czy "Ksiądz 3D". Wszyscy zauważają magiczne litery '3D' w tytułach filmów? W pogoni za większymi wpływami, Helios Kielce postanowił pozbawić widza możliwości obejrzenia jednego z najlepszych thrillerów science fiction ostatnich lat. Całe szczęście, że sposobność taką zdecydował się zapewnić Wojewódzki Dom Kultury. Wszystkich zainteresowanych "Kodem nieśmiertelności" zapraszam na seanse o godz. 18:00 i 20:00 w dniach 25-27 czerwca (więcej informacji na stronie WDK).

W ciągu ostatnich dwóch tygodni gościłem w Helios Kielce dwukrotnie, na seansach "X-Men: Pierwsza klasa" oraz "Drzewo życia". Obie projekcje realizowane były w technologii analogowej. Pierwsza z nich odbyła się w sali nr 6, druga w sali nr 1. Za bilet "Pierwszej klasy" zapłaciłem 15 zł, nie wiem jednak, czy "jakość", którą za nie otrzymałem, warta była chociaż 5 zł. Prawa, górna część ekranu (około 20% całości) była nieustannie rozmazana, ewidentnie brakowało w niej ostrości. Z kolej po lewej stronie, przez około 75% wysokości ekranu, znajdowały się ukośne kreski. Kolejnym mankamentem był źle skalibrowany dźwięk - jak na mój gust zdecydowanie zbyt cicho. Podczas oglądania "Drzewa życia" było odrobinę lepiej. Strona audio prezentowała się dobrze, jednakże wideo było dość "miękkie". W tym samym czasie w repertuarze obecna była "superprodukcja" "Kac Vegas w Bangkoku" - o dziwo grana w dwóch wersjach, analogowej i cyfrowej. Według strony bigscreen.com, wersje cyfrowe filmów "Pierwsza klasa" i "Drzewo życia" znalazły się w kinach, szkoda tylko, że nie w polskich. Zdaję sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie winę za to ponosi dystrybutor filmów na polskim rynku - w tym wypadku odpowiednio Imperial CinePix oraz Monolith Films. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to poważne przeoczenie, które w ostatecznym rozrachunku odbiera widzom lwią część przyjemności z seansu.

Kończąc chciałbym dodać, że "Drzewo życia" jest obecnie grane jedynie w 8 spośród 26 kin sieci Helios. Oznacza to, że tylko około 30% widzów dostało szansę na obejrzenie tego szczególnego dzieła. Pozostałe 70% musi niestety zadowolić się filmem "Kac Vegas w Bangkoku". I jeszcze jedno - drobna rada na przyszłość dla wszystkich kinomaniaków z okolic Kielc: omijać szerokim łukiem salę nr 6.

23 June, 2011

X-Men: Pierwsza klasa (X-Men: First Class)

"X-Men: Pierwsza klasa" to piąta część sagi "X-Men". Nie kontynuuje ona zdarzeń przedstawionych w "X-Men: Ostatni bastion", nie należy także do serii "Origins", zapoczątkowanej produkcją "X-Men Geneza: Wolverine", która to z założenia skupiać ma się na pojedynczych postaciach. Reżyser Matthew Vaughn (twórca takich filmów jak "Przekładaniec", "Gwiezdny pył", czy "Kick-Ass") zabiera nas w podróż do czasów, gdy nie istniała jeszcze słynna Akademia Charlesa Xaviera, a zarówno Profesor X, jak i Magneto, nie nosili swoich przydomków.

Słowem wstępu wyjaśnię jeszcze, że cykl komiksów "X-Men" nie jest mi znany, recenzja ta nie będzie nawiązywać do niego w żaden sposób. Historia "Pierwszej klasy" skupiona jest wokół początków tytułowych X-Menów. Charles Xavier i Erik Lehnsher, przyszli Profesor X i Magneto, ukazani są jako mali chłopcy. Charles poznaje Raven, późniejszą Mystique, która staje się jego jedyną przyjaciółką. Erik trafia natomiast do obozu pracy, gdzie Niemcy przeprowadzają na nim szereg eksperymentów w celu zrozumienia i opanowania jego nadprzyrodzonej mocy, jaką jest kontrola nad metalem. Tam też na oczach chłopca zostaje zamordowana bliska mu osoba. O ile życie dorosłego Charlesa można nazwać szczęśliwym i spełnionym (studiuje, posiada dobrobyt, jest powszechnie szanowany), o tyle egzystencja dojrzałego Erika napędzana jest przez jedno pragnienie - zemsty. Pomimo wyraźnych pobudek kierujących Erikiem, nie jest on postacią jednoznacznie negatywną, reżyser nie spłyca jego charakteru. Gdy Charles, przez wzgląd na swoje telepatyczne umiejętności, zostanie zatrudniony przez rząd w celu pomocy ujęcia niejakiego Sebastiana Shawa, losy dwójki bohaterów ulegną niespodziewanemu połączeniu.

Ogromnie cieszy fakt, że fabuła "Pierwszej klasy" nie jest jedynie tłem, tudzież pretekstem, do ukazania efektownych scen akcji. Co więcej, to ona pcha film do przodu, często wychodząc na pierwszy plan. Przemyślane dialogi zostały bardzo dobrze zbalansowane z całą resztą obrazu. Spośród obsady wyróżniają się James McAvoy oraz Michael Fassbender, którzy to wcielili się odpowiednio w role Charlesa i Erika. Ich rozmowy są dojrzałe, a gra aktorska nasycona prawdziwymi emocjami (w scenie, w której Erik próbuje obrócić antenę służącą do komunikacji satelitarnej, chwyta nawet za gardło). Dobre kreacje stworzyli także Jennifer Lawrence i Kevin Bacon, filmowi Raven i Shaw. Przyznam, że nieszczególnie przepadam za Panem Baconem, ale jedno muszę mu oddać - solidnie wcielił się w rolę czarnego charakteru. Zdjęcia do filmu nakręcił John Mathieson (znany z takich produkcji jak "Gladiator", "Upiór w operze", czy "Królestwo niebieskie"), muzykę skomponował natomiast Henry Jackman. Panowie wykonali swoją pracę rzetelnie, partytura Jackmana błyszczy szczególnie w utworach: "Would You Date Me?", "Cerebro", "Rage and Serenity", "Sub Lift", "Mutant and Proud".

"Pierwsza klasa" to bardzo udane wprowadzenie do sagi. Polecam go zarówno fanom X-Menów (którzy dodatkowo ucieszą się z krótkiego epizodu w wykonaniu Hugh Jackmana, aka Wolverine'a), jak również wszystkim łaknącym solidnego, niepozbawionego sensu filmu akcji science fiction. Pomimo czasem odrobinę niedopracowanych efektów specjalnych, moim zdaniem najlepsza część serii.

Ocena: 8/10

Więcej informacji o filmie w portalach: Filmweb, IMDb oraz Rottentomatoes.

Drzewo życia (The Tree of Life)

Gdy trzy dni temu wraz z bratem wybrałem się na "Drzewo życia", przeczuwałem, że seans ten będzie szczególny. Materiały promocyjne tkwiły głęboko w mojej głowie, obiecując wielkie dzieło i pobudzając mój nieokiełznany, filmowy apetyt. Przede wszystkim dręczyło mnie jedno, podstawowe pytanie: o czym dokładnie traktowała będzie ta produkcja?

Odpowiedź na wyrażoną przed chwilą wątpliwość nie jest prosta. Co więcej, przedstawienie fabuły "Drzewa życia" jest mocno skomplikowanym zadaniem. Reżyser Terrence Malick poszczególnymi scenami, niczym pociągnięciami pędzla, maluje obraz świata widziany własnymi oczami. Widz staje się świadkiem początku Wszechświata, wsłuchując się w specjalnie na potrzeby filmu zremiksowany przez Zbigniewa Preisnera fragment motywu "Lacrimosa", podróżuje wśród gwiazd. Obserwujemy panowanie na Ziemi dinozaurów, by następnie ujrzeć ich zagładę. Jednakże trzon opowieści stanowi historia pewnej rodziny żyjącej w latach 50. XX w.

Pan i Pani O'Brien, w których role wyśmienicie wcielili się Brad Pitt i Jessica Chastain, wychowują trójkę dzieci. Przeżycia najstarszego z nich, o imieniu Jack, staną się duszą filmu. Widz podgląda chłopca od momentu poczęcia (ukazanego w artystyczny sposób), poprzez jego dzieciństwo, dojrzewanie (znakomita rola Hunter'a McCracken'a), aż ku dorosłości (świetny Sean Penn). Jako dorosły człowiek, Jack zmaga się z otaczającym go światem. Próbując się w nim odnaleźć, zadaje pytania o sen egzystencji, poddając także w wątpliwość istnienie Boga. Podążając ścieżką dorastania Jack'a, Malick prezentuje widzowi proces kształtowania się charakteru chłopca. Na jego przebieg niebagatelny wpływ miały wzorce przekazywane przez rodziców dziecka. Już w pierwszych minutach filmu reżyser wysuwa następującą tezę: przez życie podążać można dwoma ścieżkami, ścieżką łaski i ścieżką natury. Łaska nie dba o własne zadowolenie, dzielnie znosi obelgi, zapomnienie, wrogość. Natura z kolei pragnie zaspokoić tylko i wyłącznie samą siebie, często kosztem innych. Pierwszą z tych metodologii reprezentuje Pani O'Brien, drugą natomiast Pan O'Brien. Matka uczy dzieci pokory, łagodności, czynienia dobra. Ojciec, podważając autorytet swojej żony, stara się przygotować chłopców do surowych aspektów dorosłego życia. Pokazuje im jak być silnym, zdecydowanym i bezwzględnym. W życiu nie można być zbyt dobrym, ponieważ inni ludzie wykorzystają to bez najmniejszych skrupułów. Te dwa, skrajnie odrębne style wychowania rozpętają istną burzę w umyśle, sercu i duszy Jack'a, doprowadzając do jego utraty niewinności w bardzo młodym wieku.

Przedstawione w poprzednich akapitach refleksje w żadnym wypadku nie wyczerpują tematyki "Drzewa życia". Film wypełniony jest rozważaniami natury egzystencjalnej. Malick stawia pytania o pochodzenie życia, kierunek, w którym ono zmierza, a także wiele, wiele innych. Co stanowi esencję życia? Czy umiemy wybaczać? Czym jest dla nas wiara? Jak odnaleźć ją w sobie? Gdzie należy poszukiwać Boga? Kim jesteśmy dla siebie? Czy należycie okazujemy miłość naszym dzieciom? Jak definiować miłość? Jak wpływa na nas śmierć bliskiej osoby? Co stanie się, gdy wszelkie życie dobiegnie końca? Odpowiedzi, jakich udziela nam reżyser, płyną prosto z emocji obserwowanych na ekranie. "Drzewo życia" porusza arcyważne zagadnienia, robi to w subtelny, aczkolwiek zdecydowany sposób.

Grę aktorską podsumować można w skrócie jednym słowem - rewelacyjna. Nie sposób jest doszukać się chociażby pojedynczej nuty fałszu. Brad Pitt, Jessica Chastain oraz Sean Penn błyszczą w każdej scenie. Zachwycającą kreacją wykazał się także Hunter McCracken, aktor odgrywający rolę młodego Jack'a. Na jego twarzy, a także w jego oczach, doskonale wymalowany jest konflikt, który rozgrywa się w jego wnętrzu.

Szczególną cechą dzieł Terrence'a Malick'a jest naturalizm, który przede wszystkim przejawia się w specyficznych ujęciach. Reżyser uważnie przygląda się przyrodzie, bohaterowie są z nią ściśle związani, obcują z nią na porządku dziennym. Kamera prowadzona jest w sposób, który przenosi widza w sam środek akcji, w rezultacie wzmacniając jego emocjonalne zaangażowanie przedstawianą historią. Zdjęcia Emmanuel'a Lubezki'ego (znanego dzięki takim produkcjom jak "Podróż do Nowej Ziemi" i "Ludzkie dzieci") to istna perła. Obserwowanej opowieści nieustannie towarzyszy wyśmienita muzyka skomponowana przez Alexandre'a Desplat'a. Pomimo tego, że głównym jej motywem jest prostota, zawiera ona w sobie wachlarz emocji: szczęście, smutek, miłość, gniew. Jednymi słowy odzwierciedla różnorodność uczuć ludzkiego życia. Malick posiada niezwykły dar idealnego dopasowania do siebie historii, zdjęć i muzyki. Wszystkie elementy współgrają ze sobą w najdrobniejszych detalach.

"Drzewo życia" to próba zrozumienia sensu życia. Malick niczym humanista bada korzenie ludzkiej moralności, analizuje jedno z podstawowych pragnień - chęć zaznania szczęścia. W swoich rozważaniach nie ogranicza się tylko i wyłącznie do człowieka, spogląda na życie jako całość, docierając do jego bezpośrednich początków. Jeśli gustujesz w ambitnym kinie, sięgnij śmiało po najnowszy film Terrence'a Malick'a, moim skromnym zdaniem zdecydowanie najlepszy spośród jego całej reżyserskiej kariery. Arcydzieło.

Ocena: 10/10

Więcej informacji o filmie w portalach: Filmweb, IMDb oraz Rottentomatoes.

15 June, 2011

Niespodziewana wygrana

Około 2 miesiące temu wziąłem udział w konkursie organizowanym przez firmę Western Digital. Polegał on na udzieleniu odpowiedzi na kilka pytań, oraz wypełnieniu krótkiej ankiety. W chwili pisania tego postu strona konkursowa jest nadal aktywna, dlatego wszystkich zainteresowanych poznaniem dokładnego charakteru quizu zapraszam pod ten adres. Partycypacja nie jest już możliwa z prostego powodu - konkurs uległ zakończeniu 31. maja. W tym momencie docieramy do sedna tej krótkiej wiadomości. Standardowo, tuż przed udaniem się na spoczynek, zalogowałem się do skrzynki e-mailowej. Moim oczom ukazała się poczta nadesłana przez Brittę Aigner z kadry WD, której treść brzmiała:
Gratulujemy!
Jako Uczestnik konkursu VelociRaptor organizowanego w maju 2011 przez Western Digital, zostałeś jednym ze Zwycięzców i w nagrodę otrzymujesz od nas koszulkę WD VelociRaptor. Nagrodę wyślemy do Ciebie na adres podany podczas wypełniania formularza konkursowego. Powinna do Ciebie dotrzeć w przeciągu kilku dni. Mamy nadzieję, że nagroda przypadnie Ci do gustu.
Pozdrawiamy,
Zespół Western Digital
Nie pisałbym tej wiadomości gdyby nie fakt, że jest to moja pierwsza wygrana w tego typu konkursie. Serdecznie dziękuję Brygido, czekam z niecierpliwością na koszulkę.