Search This Blog

21 October, 2010

Gdy odchodzi prawdziwy naukowiec...

18 października 2010 roku w wieku 68 lat zmarł prof. Kazimierz Stachulec. Gdy kolejnego dnia dowiedziałem się o tym fakcie, byłem wstrząśnięty. Wydawało mi się, że ten człowiek jest niezniszczalny...

Gdy jesienią 2007 roku zaczynałem swoją przygodę z Politechniką Świętokrzyską, moje wyobrażenia na temat szkolnictwa wyższego miały zderzyć się z rzeczywistością. Jako pasjonat nauki, miałem nadzieję spotkać wśród wykładowców ludzi wybitnych, ekspertów w swoich dziedzinach. Doskonale pamiętam pierwsze zajęcia na uczelni, był to wykład z fizyki u prof. Stachulca. Gdy wszyscy zajmowali swoje miejsca w auli, starszy, elegancko ubrany w garnitur mężczyzna przechadzał się tam i z powrotem przed katedrą. To, co nastąpiło potem, zreewaluowało moje pojęcie na temat fizyki i matematyki. Dynamika, pojęcie prędkości tłumaczone jako pochodna wektora przemieszczenia po czasie i jakże enigmatyczny w tamtej chwili operator różniczkowania 'd po dt'. Do tego sposób w jaki zostało to zaprezentowane, z elokwencją, opanowaniem, stanowczością ale także i pasją, którą dało się wyczuć w jego głosie i gestach. Czysta wiedza emanowała z tego człowieka. Rzeczywistość sprostała moim oczekiwaniom z nawiązką. To wszystko sprawiło, że z niecierpliwością oczekiwałem kolejnego wykładu, z którego oprócz samych wiadomości wyniosłem słowo, które już niebawem miało stać się jednym z moich ulubionych. Mianowicie mowa o wyrazie 'infinitezymalnie'. Przez kolejne tygodnie słowo to nie schodziło z moich ust, zostałem nim zainfekowany, jak zresztą fizyką. Prof. Stachulec zarażał zamiłowaniem do tej nauki, co szczególnie można było odczuć, gdy czasem wpadał w istny trans, w którym to w przeciągu kilku chwil potrafił zapisać praktycznie całą tablicę jakimś skomplikowanym wywodem. Na ćwiczeniach miałem tą przyjemność dość częstego wędrowania do tablicy. Do jednych zajęć przygotowałem się naprawdę porządnie, studiując pieczołowicie materiał przez cały weekend. Gdy pod czujnym okiem profesora skończyłem rozwiązywać zadanie, dostałem tzw. 'plusa' oraz usłyszałem z jego ust następujące słowa: "Widać, że pan to rozumie". Tego typu stwierdzenie od takiego człowieka... bezcenne.

Ciężko uwierzyć, że nie ma go już pośród nas. W dniu, w którym profesor opuścił ziemski padół, polski świat nauki otrzymał ogromny cios. Dla takich ludzi jak on, jedno życie to zdecydowanie za mało. Spotkanie z prof. Kazimierzem Stachulcem pozostawiło trwały ślad w moim umyśle, w sercu i na duszy. Niech spoczywa w pokoju...