"X-Men: Pierwsza klasa" to piąta część sagi "X-Men". Nie kontynuuje ona zdarzeń przedstawionych w "X-Men: Ostatni bastion", nie należy także do serii "Origins", zapoczątkowanej produkcją "X-Men Geneza: Wolverine", która to z założenia skupiać ma się na pojedynczych postaciach. Reżyser Matthew Vaughn (twórca takich filmów jak "Przekładaniec", "Gwiezdny pył", czy "Kick-Ass") zabiera nas w podróż do czasów, gdy nie istniała jeszcze słynna Akademia Charlesa Xaviera, a zarówno Profesor X, jak i Magneto, nie nosili swoich przydomków.
Słowem wstępu wyjaśnię jeszcze, że cykl komiksów "X-Men" nie jest mi znany, recenzja ta nie będzie nawiązywać do niego w żaden sposób. Historia "Pierwszej klasy" skupiona jest wokół początków tytułowych X-Menów. Charles Xavier i Erik Lehnsher, przyszli Profesor X i Magneto, ukazani są jako mali chłopcy. Charles poznaje Raven, późniejszą Mystique, która staje się jego jedyną przyjaciółką. Erik trafia natomiast do obozu pracy, gdzie Niemcy przeprowadzają na nim szereg eksperymentów w celu zrozumienia i opanowania jego nadprzyrodzonej mocy, jaką jest kontrola nad metalem. Tam też na oczach chłopca zostaje zamordowana bliska mu osoba. O ile życie dorosłego Charlesa można nazwać szczęśliwym i spełnionym (studiuje, posiada dobrobyt, jest powszechnie szanowany), o tyle egzystencja dojrzałego Erika napędzana jest przez jedno pragnienie - zemsty. Pomimo wyraźnych pobudek kierujących Erikiem, nie jest on postacią jednoznacznie negatywną, reżyser nie spłyca jego charakteru. Gdy Charles, przez wzgląd na swoje telepatyczne umiejętności, zostanie zatrudniony przez rząd w celu pomocy ujęcia niejakiego Sebastiana Shawa, losy dwójki bohaterów ulegną niespodziewanemu połączeniu.
Ogromnie cieszy fakt, że fabuła "Pierwszej klasy" nie jest jedynie tłem, tudzież pretekstem, do ukazania efektownych scen akcji. Co więcej, to ona pcha film do przodu, często wychodząc na pierwszy plan. Przemyślane dialogi zostały bardzo dobrze zbalansowane z całą resztą obrazu. Spośród obsady wyróżniają się James McAvoy oraz Michael Fassbender, którzy to wcielili się odpowiednio w role Charlesa i Erika. Ich rozmowy są dojrzałe, a gra aktorska nasycona prawdziwymi emocjami (w scenie, w której Erik próbuje obrócić antenę służącą do komunikacji satelitarnej, chwyta nawet za gardło). Dobre kreacje stworzyli także Jennifer Lawrence i Kevin Bacon, filmowi Raven i Shaw. Przyznam, że nieszczególnie przepadam za Panem Baconem, ale jedno muszę mu oddać - solidnie wcielił się w rolę czarnego charakteru. Zdjęcia do filmu nakręcił John Mathieson (znany z takich produkcji jak "Gladiator", "Upiór w operze", czy "Królestwo niebieskie"), muzykę skomponował natomiast Henry Jackman. Panowie wykonali swoją pracę rzetelnie, partytura Jackmana błyszczy szczególnie w utworach: "Would You Date Me?", "Cerebro", "Rage and Serenity", "Sub Lift", "Mutant and Proud".
"Pierwsza klasa" to bardzo udane wprowadzenie do sagi. Polecam go zarówno fanom X-Menów (którzy dodatkowo ucieszą się z krótkiego epizodu w wykonaniu Hugh Jackmana, aka Wolverine'a), jak również wszystkim łaknącym solidnego, niepozbawionego sensu filmu akcji science fiction. Pomimo czasem odrobinę niedopracowanych efektów specjalnych, moim zdaniem najlepsza część serii.
Słowem wstępu wyjaśnię jeszcze, że cykl komiksów "X-Men" nie jest mi znany, recenzja ta nie będzie nawiązywać do niego w żaden sposób. Historia "Pierwszej klasy" skupiona jest wokół początków tytułowych X-Menów. Charles Xavier i Erik Lehnsher, przyszli Profesor X i Magneto, ukazani są jako mali chłopcy. Charles poznaje Raven, późniejszą Mystique, która staje się jego jedyną przyjaciółką. Erik trafia natomiast do obozu pracy, gdzie Niemcy przeprowadzają na nim szereg eksperymentów w celu zrozumienia i opanowania jego nadprzyrodzonej mocy, jaką jest kontrola nad metalem. Tam też na oczach chłopca zostaje zamordowana bliska mu osoba. O ile życie dorosłego Charlesa można nazwać szczęśliwym i spełnionym (studiuje, posiada dobrobyt, jest powszechnie szanowany), o tyle egzystencja dojrzałego Erika napędzana jest przez jedno pragnienie - zemsty. Pomimo wyraźnych pobudek kierujących Erikiem, nie jest on postacią jednoznacznie negatywną, reżyser nie spłyca jego charakteru. Gdy Charles, przez wzgląd na swoje telepatyczne umiejętności, zostanie zatrudniony przez rząd w celu pomocy ujęcia niejakiego Sebastiana Shawa, losy dwójki bohaterów ulegną niespodziewanemu połączeniu.
Ogromnie cieszy fakt, że fabuła "Pierwszej klasy" nie jest jedynie tłem, tudzież pretekstem, do ukazania efektownych scen akcji. Co więcej, to ona pcha film do przodu, często wychodząc na pierwszy plan. Przemyślane dialogi zostały bardzo dobrze zbalansowane z całą resztą obrazu. Spośród obsady wyróżniają się James McAvoy oraz Michael Fassbender, którzy to wcielili się odpowiednio w role Charlesa i Erika. Ich rozmowy są dojrzałe, a gra aktorska nasycona prawdziwymi emocjami (w scenie, w której Erik próbuje obrócić antenę służącą do komunikacji satelitarnej, chwyta nawet za gardło). Dobre kreacje stworzyli także Jennifer Lawrence i Kevin Bacon, filmowi Raven i Shaw. Przyznam, że nieszczególnie przepadam za Panem Baconem, ale jedno muszę mu oddać - solidnie wcielił się w rolę czarnego charakteru. Zdjęcia do filmu nakręcił John Mathieson (znany z takich produkcji jak "Gladiator", "Upiór w operze", czy "Królestwo niebieskie"), muzykę skomponował natomiast Henry Jackman. Panowie wykonali swoją pracę rzetelnie, partytura Jackmana błyszczy szczególnie w utworach: "Would You Date Me?", "Cerebro", "Rage and Serenity", "Sub Lift", "Mutant and Proud".
"Pierwsza klasa" to bardzo udane wprowadzenie do sagi. Polecam go zarówno fanom X-Menów (którzy dodatkowo ucieszą się z krótkiego epizodu w wykonaniu Hugh Jackmana, aka Wolverine'a), jak również wszystkim łaknącym solidnego, niepozbawionego sensu filmu akcji science fiction. Pomimo czasem odrobinę niedopracowanych efektów specjalnych, moim zdaniem najlepsza część serii.
Ocena: 8/10
No comments:
Post a Comment