Gdy trzy dni temu wraz z bratem wybrałem się na "Drzewo życia", przeczuwałem, że seans ten będzie szczególny. Materiały promocyjne tkwiły głęboko w mojej głowie, obiecując wielkie dzieło i pobudzając mój nieokiełznany, filmowy apetyt. Przede wszystkim dręczyło mnie jedno, podstawowe pytanie: o czym dokładnie traktowała będzie ta produkcja?
Odpowiedź na wyrażoną przed chwilą wątpliwość nie jest prosta. Co więcej, przedstawienie fabuły "Drzewa życia" jest mocno skomplikowanym zadaniem. Reżyser Terrence Malick poszczególnymi scenami, niczym pociągnięciami pędzla, maluje obraz świata widziany własnymi oczami. Widz staje się świadkiem początku Wszechświata, wsłuchując się w specjalnie na potrzeby filmu zremiksowany przez Zbigniewa Preisnera fragment motywu "Lacrimosa", podróżuje wśród gwiazd. Obserwujemy panowanie na Ziemi dinozaurów, by następnie ujrzeć ich zagładę. Jednakże trzon opowieści stanowi historia pewnej rodziny żyjącej w latach 50. XX w.
Pan i Pani O'Brien, w których role wyśmienicie wcielili się Brad Pitt i Jessica Chastain, wychowują trójkę dzieci. Przeżycia najstarszego z nich, o imieniu Jack, staną się duszą filmu. Widz podgląda chłopca od momentu poczęcia (ukazanego w artystyczny sposób), poprzez jego dzieciństwo, dojrzewanie (znakomita rola Hunter'a McCracken'a), aż ku dorosłości (świetny Sean Penn). Jako dorosły człowiek, Jack zmaga się z otaczającym go światem. Próbując się w nim odnaleźć, zadaje pytania o sen egzystencji, poddając także w wątpliwość istnienie Boga. Podążając ścieżką dorastania Jack'a, Malick prezentuje widzowi proces kształtowania się charakteru chłopca. Na jego przebieg niebagatelny wpływ miały wzorce przekazywane przez rodziców dziecka. Już w pierwszych minutach filmu reżyser wysuwa następującą tezę: przez życie podążać można dwoma ścieżkami, ścieżką łaski i ścieżką natury. Łaska nie dba o własne zadowolenie, dzielnie znosi obelgi, zapomnienie, wrogość. Natura z kolei pragnie zaspokoić tylko i wyłącznie samą siebie, często kosztem innych. Pierwszą z tych metodologii reprezentuje Pani O'Brien, drugą natomiast Pan O'Brien. Matka uczy dzieci pokory, łagodności, czynienia dobra. Ojciec, podważając autorytet swojej żony, stara się przygotować chłopców do surowych aspektów dorosłego życia. Pokazuje im jak być silnym, zdecydowanym i bezwzględnym. W życiu nie można być zbyt dobrym, ponieważ inni ludzie wykorzystają to bez najmniejszych skrupułów. Te dwa, skrajnie odrębne style wychowania rozpętają istną burzę w umyśle, sercu i duszy Jack'a, doprowadzając do jego utraty niewinności w bardzo młodym wieku.
Przedstawione w poprzednich akapitach refleksje w żadnym wypadku nie wyczerpują tematyki "Drzewa życia". Film wypełniony jest rozważaniami natury egzystencjalnej. Malick stawia pytania o pochodzenie życia, kierunek, w którym ono zmierza, a także wiele, wiele innych. Co stanowi esencję życia? Czy umiemy wybaczać? Czym jest dla nas wiara? Jak odnaleźć ją w sobie? Gdzie należy poszukiwać Boga? Kim jesteśmy dla siebie? Czy należycie okazujemy miłość naszym dzieciom? Jak definiować miłość? Jak wpływa na nas śmierć bliskiej osoby? Co stanie się, gdy wszelkie życie dobiegnie końca? Odpowiedzi, jakich udziela nam reżyser, płyną prosto z emocji obserwowanych na ekranie. "Drzewo życia" porusza arcyważne zagadnienia, robi to w subtelny, aczkolwiek zdecydowany sposób.
Grę aktorską podsumować można w skrócie jednym słowem - rewelacyjna. Nie sposób jest doszukać się chociażby pojedynczej nuty fałszu. Brad Pitt, Jessica Chastain oraz Sean Penn błyszczą w każdej scenie. Zachwycającą kreacją wykazał się także Hunter McCracken, aktor odgrywający rolę młodego Jack'a. Na jego twarzy, a także w jego oczach, doskonale wymalowany jest konflikt, który rozgrywa się w jego wnętrzu.
Szczególną cechą dzieł Terrence'a Malick'a jest naturalizm, który przede wszystkim przejawia się w specyficznych ujęciach. Reżyser uważnie przygląda się przyrodzie, bohaterowie są z nią ściśle związani, obcują z nią na porządku dziennym. Kamera prowadzona jest w sposób, który przenosi widza w sam środek akcji, w rezultacie wzmacniając jego emocjonalne zaangażowanie przedstawianą historią. Zdjęcia Emmanuel'a Lubezki'ego (znanego dzięki takim produkcjom jak "Podróż do Nowej Ziemi" i "Ludzkie dzieci") to istna perła. Obserwowanej opowieści nieustannie towarzyszy wyśmienita muzyka skomponowana przez Alexandre'a Desplat'a. Pomimo tego, że głównym jej motywem jest prostota, zawiera ona w sobie wachlarz emocji: szczęście, smutek, miłość, gniew. Jednymi słowy odzwierciedla różnorodność uczuć ludzkiego życia. Malick posiada niezwykły dar idealnego dopasowania do siebie historii, zdjęć i muzyki. Wszystkie elementy współgrają ze sobą w najdrobniejszych detalach.
"Drzewo życia" to próba zrozumienia sensu życia. Malick niczym humanista bada korzenie ludzkiej moralności, analizuje jedno z podstawowych pragnień - chęć zaznania szczęścia. W swoich rozważaniach nie ogranicza się tylko i wyłącznie do człowieka, spogląda na życie jako całość, docierając do jego bezpośrednich początków. Jeśli gustujesz w ambitnym kinie, sięgnij śmiało po najnowszy film Terrence'a Malick'a, moim skromnym zdaniem zdecydowanie najlepszy spośród jego całej reżyserskiej kariery. Arcydzieło.
Odpowiedź na wyrażoną przed chwilą wątpliwość nie jest prosta. Co więcej, przedstawienie fabuły "Drzewa życia" jest mocno skomplikowanym zadaniem. Reżyser Terrence Malick poszczególnymi scenami, niczym pociągnięciami pędzla, maluje obraz świata widziany własnymi oczami. Widz staje się świadkiem początku Wszechświata, wsłuchując się w specjalnie na potrzeby filmu zremiksowany przez Zbigniewa Preisnera fragment motywu "Lacrimosa", podróżuje wśród gwiazd. Obserwujemy panowanie na Ziemi dinozaurów, by następnie ujrzeć ich zagładę. Jednakże trzon opowieści stanowi historia pewnej rodziny żyjącej w latach 50. XX w.
Pan i Pani O'Brien, w których role wyśmienicie wcielili się Brad Pitt i Jessica Chastain, wychowują trójkę dzieci. Przeżycia najstarszego z nich, o imieniu Jack, staną się duszą filmu. Widz podgląda chłopca od momentu poczęcia (ukazanego w artystyczny sposób), poprzez jego dzieciństwo, dojrzewanie (znakomita rola Hunter'a McCracken'a), aż ku dorosłości (świetny Sean Penn). Jako dorosły człowiek, Jack zmaga się z otaczającym go światem. Próbując się w nim odnaleźć, zadaje pytania o sen egzystencji, poddając także w wątpliwość istnienie Boga. Podążając ścieżką dorastania Jack'a, Malick prezentuje widzowi proces kształtowania się charakteru chłopca. Na jego przebieg niebagatelny wpływ miały wzorce przekazywane przez rodziców dziecka. Już w pierwszych minutach filmu reżyser wysuwa następującą tezę: przez życie podążać można dwoma ścieżkami, ścieżką łaski i ścieżką natury. Łaska nie dba o własne zadowolenie, dzielnie znosi obelgi, zapomnienie, wrogość. Natura z kolei pragnie zaspokoić tylko i wyłącznie samą siebie, często kosztem innych. Pierwszą z tych metodologii reprezentuje Pani O'Brien, drugą natomiast Pan O'Brien. Matka uczy dzieci pokory, łagodności, czynienia dobra. Ojciec, podważając autorytet swojej żony, stara się przygotować chłopców do surowych aspektów dorosłego życia. Pokazuje im jak być silnym, zdecydowanym i bezwzględnym. W życiu nie można być zbyt dobrym, ponieważ inni ludzie wykorzystają to bez najmniejszych skrupułów. Te dwa, skrajnie odrębne style wychowania rozpętają istną burzę w umyśle, sercu i duszy Jack'a, doprowadzając do jego utraty niewinności w bardzo młodym wieku.
Przedstawione w poprzednich akapitach refleksje w żadnym wypadku nie wyczerpują tematyki "Drzewa życia". Film wypełniony jest rozważaniami natury egzystencjalnej. Malick stawia pytania o pochodzenie życia, kierunek, w którym ono zmierza, a także wiele, wiele innych. Co stanowi esencję życia? Czy umiemy wybaczać? Czym jest dla nas wiara? Jak odnaleźć ją w sobie? Gdzie należy poszukiwać Boga? Kim jesteśmy dla siebie? Czy należycie okazujemy miłość naszym dzieciom? Jak definiować miłość? Jak wpływa na nas śmierć bliskiej osoby? Co stanie się, gdy wszelkie życie dobiegnie końca? Odpowiedzi, jakich udziela nam reżyser, płyną prosto z emocji obserwowanych na ekranie. "Drzewo życia" porusza arcyważne zagadnienia, robi to w subtelny, aczkolwiek zdecydowany sposób.
Grę aktorską podsumować można w skrócie jednym słowem - rewelacyjna. Nie sposób jest doszukać się chociażby pojedynczej nuty fałszu. Brad Pitt, Jessica Chastain oraz Sean Penn błyszczą w każdej scenie. Zachwycającą kreacją wykazał się także Hunter McCracken, aktor odgrywający rolę młodego Jack'a. Na jego twarzy, a także w jego oczach, doskonale wymalowany jest konflikt, który rozgrywa się w jego wnętrzu.
Szczególną cechą dzieł Terrence'a Malick'a jest naturalizm, który przede wszystkim przejawia się w specyficznych ujęciach. Reżyser uważnie przygląda się przyrodzie, bohaterowie są z nią ściśle związani, obcują z nią na porządku dziennym. Kamera prowadzona jest w sposób, który przenosi widza w sam środek akcji, w rezultacie wzmacniając jego emocjonalne zaangażowanie przedstawianą historią. Zdjęcia Emmanuel'a Lubezki'ego (znanego dzięki takim produkcjom jak "Podróż do Nowej Ziemi" i "Ludzkie dzieci") to istna perła. Obserwowanej opowieści nieustannie towarzyszy wyśmienita muzyka skomponowana przez Alexandre'a Desplat'a. Pomimo tego, że głównym jej motywem jest prostota, zawiera ona w sobie wachlarz emocji: szczęście, smutek, miłość, gniew. Jednymi słowy odzwierciedla różnorodność uczuć ludzkiego życia. Malick posiada niezwykły dar idealnego dopasowania do siebie historii, zdjęć i muzyki. Wszystkie elementy współgrają ze sobą w najdrobniejszych detalach.
"Drzewo życia" to próba zrozumienia sensu życia. Malick niczym humanista bada korzenie ludzkiej moralności, analizuje jedno z podstawowych pragnień - chęć zaznania szczęścia. W swoich rozważaniach nie ogranicza się tylko i wyłącznie do człowieka, spogląda na życie jako całość, docierając do jego bezpośrednich początków. Jeśli gustujesz w ambitnym kinie, sięgnij śmiało po najnowszy film Terrence'a Malick'a, moim skromnym zdaniem zdecydowanie najlepszy spośród jego całej reżyserskiej kariery. Arcydzieło.
Ocena: 10/10
No comments:
Post a Comment